RSS
wtorek, 15 stycznia 2019
poniedziałek, 14 stycznia 2019

Wyjątkowego człowieka... 

Dobrego, ciepłego i zawsze uśmiechniętego faceta...

Kochającego futrzaki...

Częstującego nas gorącą kawą na mrozie...

I dowcipami, sięganymi wprost z rękawa...

Wrażliwego na los bezdomnych zwierząt...

 

Panie Pawle, co my teraz bez Pana zrobimy?...

KURWA MAĆ! :(

Ostatnie słowa Pana Prezydenta... Był taki szczęśliwy...

niedziela, 13 stycznia 2019

Jak przeprowadzić Ósemkę?...

Jest dziczą nieobsługiwalną.
Śpi w łóżku. Przytula się. Daje się miziać.
Za dotknięcie brzucha i łapek dostaję reprymendę.
Nie ma mowy o wzięciu na ręce...

Miauwa, za parę dni akcja, a ja nie mam planu...

poniedziałek, 07 stycznia 2019

Znalazłam lokum do wynajęcia, chętne na sześć kotów (sic!).
Lokum owe znalazłam już wcześniej, ale właścicielka nie była mnie w stanie zapewnić w stu procentach, czy wynajmie...
- Sześć kotów, mówi pani?... Hm... Hmmm... Hmmmmm... A od kiedy? A na długo? Hm... Ale pani jest od Eweli, tak? No tak... Ona tu miała cztery. Plus piąty nasz Szarcio... Ej no, pani go łapała, dobrze pamiętam? Składałyście go do całości z kawałków... Ależ oczywiście, że pamiętam!

Nie sądziłam, że to mieszkanie jest tak duże. Myśmy z Ewelą przesiadywały tam głównie w kuchni - również dużej - bo tam była klatka naszego rekonwalescenta Szarusia...
Właścicielka wynajęła je za fajną cenę, na zasadzie: Pani sobie mieszka, ile pani chce.

Miauwa. 58 metrów, sierściuchy w swoim całym stresie przynajmniej mi na klaustrofobię nie padną.

 

Znalazłam działkę. Narożną. Dużą. Ładną. Trochę ponad 1500 metrów. W fajnym miejscu. Całkowicie uzbrojoną. Właściciele twardzi...
- Negocjacja? My mamy kredyt. Musimy spłacić. To miała być inwestycja. Mowy nie ma. Pierwotnie wystawiliśmy drożej. I tak już zjechaliśmy dużo. Cena jest ostateczna.
- Koszty notarialne mam. I archeologa. I równanie terenu. Lekkie, bo lekkie, ale zawsze. Dziewięć tysięcy?... 
- Nie no, nie ma takiej opcji. Dziewięć?!
- No dobra... Pięć...
- Ok. Cztery...
- Jesteśmy dogadani!

 

Umowa przedwstępna sprzedaży mieszkania...
- A czy pani te szafy mogłaby zostawić?...
(Yes!)
- A ten stół z krzesłami?...
(Yes!! Yes!!!)
- A ten otwierany blat przykręcony do ściany?...
(Yes! Yes!! Yes!!! I po trzykroć yes! Ileż to dla mnie mniej roboty i gratów do wynoszenia!)

Prę do przodu z siłą buldożera.
Ciąg dalszy wkrótce.
Szczegóły budowy również.
Ponieważ - jak w temacie. ;)

sobota, 05 stycznia 2019

Zazdrość...
Skłonność do zazdrości jest złą cechą. Nie jestem od niej wolna. Zazdroszczę wielu osobom wielu rzeczy. Przyznaję.
Na swoją obronę mam jeno fakt, że to, czego zazdroszczę innym, nie spędza mi snu z powiek i ludziom, którym zazdroszczę, życzę jak najlepiej. Nie jestem przysłowiowym "Januszem", który wychodzi z założenia: "Ten to ma dobrze. Ale zaraz mu się noga powinie..." Nie.

Zawiść...
To zwielokrotnienie uczucia zazdrości.
To uczucie wstrętne i - na szczęście - kompletnie mi obce.

Jednak zetknęłam się z nim właśnie - paradoksalnie - ze strony osoby bardzo bliskiej. Zaatakowano mnie w sposób wprawdzie dość subtelny, ale bardzo czytelny.
Bo mam plan.
Bo jest przede mną fajna perspektywa.
Bo wszystko powolutku w miarę mi się układa.
Owszem, nie obywa się bez schodów... A ja jestem taki trochę smerf Maruda, skłonny do jojczenia ("To się nie uda...") i niezdrowej paniki. Ale mam wsparcie rodziny i przyjaciół (dzięki, Asia), dzięki czemu robię jakieś trzy kroki w przód i jeden w tył - jakby nie było: jest do przodu. ;)

Owszem, jest mi przykro.
Ale podnoszę koronę, otrzepuję ją z kurzu, wkładam z powrotem na łeb i prę dalej. 
Do przodu. :)

poniedziałek, 31 grudnia 2018

W nadchodzącym nowym roku życzę Wam zdrowia i prawdziwych przyjaciół.
Ponieważ bez zdrowia i przyjaciół nie mamy nic.

Mając zdrowie i przyjaciół, reszta się zawsze jakoś układa. :)

sobota, 29 grudnia 2018

Post niniejszym poświęcam Monice.
Monice, która w moim życiu przewijała się właśnie niby przypadkiem - to tu, to tam - by w końcu odegrać jedną z kluczowych ról w moim życiu. :)

Zaczęło się od Ósemki. Szukałam kogoś, kto mi pomoże odłowić kotkę w zaawansowanej ciąży.
Trafiłam na numer Moniki. Zadzwoniłam. 
Pomogła złapać.
Następnie załatwiła sterylkę kici.

Potem był dzikusek Szaruś z połamaną łapą. Pamiętacie?...
Gdy z Ewelą usłyszałyśmy koszty ewentualnej operacji i stwierdzenie weta: Nie warto. Lepiej od razu amputować..., ponownie zadzwoniłam do Moniki. 
Okazało się, że Monika jest prezesem prozwierzęcej fundacji na pomorzu.
Decyzja była szybka: Wieźcie go szybko do lecznicy na Elbląską. Rozmawiajcie z dr Zalewskim. Powołajcie się na mnie. Ratujcie mu tę łapę. Faktury bierzcie na fundację.

(Dzięki Monice Szaruś dziś biega, na wszystkich czterech łapkach, w domu Eweli. I z dzikusa awansował na kota domowego. :) )

Potem był wysyp kurek w lasach. Grzybów znaczy. Monika zbierała je hurtowo i sprzedawała na rzecz swojego domu tymczasowego dla kotów.
Puściłam famę na zakładzie i od tej pory miała u nas odbiorców na kilogramy.
Jeden z prokuratorów zaczepił mnie kiedyś, gdy szłam z torbą grzybów: A skąd tyle dobra?
- A koleżanka zbiera i sprzedaje.
- A ja też bym mógł poprosić jakiś kilogram?
- Pewnie. Koleżanka zbiera na bezdomne zwierzaki.
- Aaa... To w takim razie poproszę trzy kilogramy.
:)

A dziś...
Dziś przypadkiem poznana i polubiana przeze mnie Monika uratowała mi tyłek. 
Monika z zawodu jest architektem.
I - dzięki jej wnikliwości - uniknęłam kupna działki, przez którą przechodzi linia przesyłowa gazu o wysokim ciśnieniu.
O tym drobiazgu nie poinformował mnie ani właściciel, ani pośrednik.
Dom by się tam zmieścił, owszem. Ale w strefie ochronnej gazociągu - czyli na połowie działki - mogłabym sobie w ogrodzie posadzić co najwyżej bratki...


W życiu nie ma przypadków. 
Są tylko odpowiedni ludzie, poznani w odpowiednich okolicznościach i w odpowiednim czasie.
Trzeba uważać, żeby ich nie przegapić. ;)

niedziela, 23 grudnia 2018

Podpisałam warunki zawarcia umowy.

Przedwstępna zaraz po sylwestrze, końcowa do początku kwietnia.

Miauwa! Zrobiłam to. I co teraz?...

Mam gonitwę myśli.

Dobrze zrobiłam?
Dam radę?
Ogarnę?
Cholera...

(Szczegóły po świętach, bo nie wiedziałam, że to tak szybko pójdzie. Nie zanosiło się.)

Kibicujecie?...

sobota, 22 grudnia 2018

Mówiłam.
Czułam to w kościach.
Chyba założę kanał na Youtube i zacznę dorabiać jako wróżka. :)

Pierdutnęło z najmniej spodziewanej strony, z której w ogóle nie obstawiłam sobie tyłów.
(Nigdy się nie nauczę.)

Jako, że zawsze, w każdej sytuacji, staram się doszukiwać pozytywów - odłamkami oberwałam z kierunku najmniej dla mnie istotnego. Owszem, pozostanie rysa i chmura smrodku, ale osoba, która mnie zawiodła, nie jest dla mnie kimś specjalnie ważnym.
Osoba ta - przez swój jeden głupi ruch - straciła więcej niż ja. Bowiem do tej pory zawsze mogła liczyć na bezinteresowną pomoc z mojej strony - czy w kwestii opieki nad zwierzyną, czy też niewielkiego wsparcia finansowego przed wypłatą (w ramach pożyczki), niemal co miesiąc.
Od tej pory zaś osoba może już tylko liczyć na nienaganną współpracę w sferze służbowej (razem pracujemy).

Nie chce mi się wdawać w szczegóły i opisywać całej sytuacji.
Nie chce mi się, bo jestem zniesmaczona i, mimo wszystko, jest mi trochę przykro. Ale z tym walczę. :)
Niestety, z moim miękkim sercem muszę być przygotowana na to, że jeszcze niejednokrotnie życie mnie do pionu ustawi. Mam tego świadomość. ;)

Reasumując, ku przestrodze dla Was: beczkę soli z człowiekiem zjesz, a nigdy go do końca nie poznasz.
Howgh.

wtorek, 18 grudnia 2018

Pamiętaj, że wszystko zawsze układa się pomyślnie, a jeśli nie jest pomyślnie... to znaczy, że jeszcze się układa.
Lenart View

Coś w tym jest, albowiem po okresie złości, stresu i zwątpienia nagle zaczyna mi się wszystko układać. I to we wszystkich sferach życia.

Trochę mnie to przeraża, bo - mimo, że jestem niepoprawną optymistką - życie trochę znam i wiem, że gdy jest za dobrze, to nie ma siły - gdzieś musi w końcu pierdutnąć. Zastanawiam się tylko, z której strony...

Póki co staram się żyć chwilą. ;)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 58