RSS
wtorek, 09 października 2018

Moja czadowa mama: Dziś twój ojciec znowu się obraził. Już się nawet nie przejmuję.
- Mamo, bo wy w ogóle nie rozmawiacie. Musisz z nim częściej rozmawiać. Z dziećmi się rozmawia i tłumaczy. Najtrudniejsze u chłopców jest pierwsze czterdzieści lat dzieciństwa. Potem to już z górki...
- Oj, dziecko, ja się absolutnie nie żalę. Chcę tylko, żebyś miała świadomość, jaki on jest. Bo gdy ja odejdę pierwsza, wy z nim zostaniecie...

(Moja czadowa mama od kilku lat wybiera się na tamten świat jakoś tak raz na kwartał. Także spoko.)

- Spokojna twoja rozczochrana, mamo. Ulokuje się go w klatce, wstawi michę, kuwetę i tatko ogarnięty.
- Ta klatka to spora będzie musiała być, bo ostatnio mu brzuch rośnie...
- To trzaśnie mu się wolierę z dużym wybiegiem i lianami. Naprawdę, nie przejmuj się. 
- Trochę mnie uspokoiłaś...

Także, wiecie... Spoko.

niedziela, 30 września 2018

... mój mózg przeszedł na wyższy level...

Proszę mi wierzyć albo nie, ale ostatniej nocy budziłam się średnio co pół godziny, niezadowolona ze snu, który aktualnie śmiał mi się śnić. I tak zaprogramowałam swoje zwoje, że któraś z kolejnych prób zakończyła się spektakularnym sukcesem - przyśniło mi się dokładnie to, co chciałam.

Remonty nie są takie złe... ;)

sobota, 29 września 2018

Prawdziwy drapieżnik!

Dziś w nocy stoczono małą wojenkę.

Kicię zaatakowały następująco:
- kalendarz ścienny,
- cztery serwety,
- gazeta,
- święty obrazek (!!!),
- zegar z Kubusiem Puchatkiem,
- zawartość prawej strony szafy.

Mała była dzielna i się nie dała.
Pokonała wszystkich wrogów.

Lamia rośnie jak na drożdżach.


sobota, 22 września 2018

Od dziś przez tydzień zajmuję się kolejnym kociakiem, którego opiekunowie wyjechali na tydzień. 
Na ich osiedlu jest ogromny problem z parkowaniem (jak ostatnio wszędzie w naszym kochanym mieście), ale ponieważ na poziomie zero jest ich garaż, zawsze parkuję sobie tam jak panisko na podjeździe.
Dziś jednakże nie dane mi, miauwa, było, ponieważ pan taksówkarz zaparkował swojego rzęcha na chodniku przy wejściu na klatkę schodową, centralnie na wjeździe do garażu.

Owszem, po jakichś dwudziestu minutach znalazłam jakąś miejscówkę, pierdyliard metrów od celu i - siłą rzeczy - malutki wkurwik mnie dopadł.

Pozwoliłam sobie wykręcić numer do korporacji i wyrecytować pełnym słodyczy głosikiem (choć przysięgam, że jad skapujący z moich ust korali wypalał dziurę w chodniku):

- Dzień dobry. Państwa kierowca zablokował mi niniejszym wjazd do garażu. Wyjścia z tej - bądź co bądź - nieco niezręcznej sytuacji są trzy... Bramka numer jeden: wykorzystam zdjęcia, które właśnie zrobiłam i zadzwonię do straży miejskiej - koszt: laweta plus mandat pińcet zeta z punktami karnymi w gratisie. Bramka numer dwa: obkleję szyby naklejkami o znanej powszechnie treści i państwu kierowcy zdrapywanie ich zajmie czas do najbliższych świąt bożonarodzeniowych, przy pomyślnych wiatrach. Bramka numer trzy: pan szanowny zabiera swój wehikuł z podjazdu z prędkością nadświetlnej. I tu następuje emocjonująca chwila - którą bramkę wybierze kierowca państwa korporacji?...

Po dosłownie minucie oczom moim ukazał się kark w dresikach z trzema paskami (czemu mnie to nie zdziwiło...), który rączym kłusem wręcz wytorpedował z klatki schodowej i dosiadł swojego mustanga, aby następnie z piskiem opon opuścić miejsce zaszłości. (Chyba naprawdę osiągnął nadświetlną...)

Nawet nie zdążyłam się słodko uśmiechnąć w ramach podziękowania...
Pfff!

środa, 19 września 2018

Jako że chałupa się odpicowuje powoli, należałoby się zdecydować w końcu na zakup jakiejś konkretnej działki budowlanej. 
Mam parę na oku, ale wczoraj znalazłam kilka nowych ofert i postanowiłam uzupełnić wiedzę o nich, wysyłając maile do pośredników (do jednego dzwoniłam i ustaliłam, że podam swój adres email w oczekiwaniu na informację).

Dziś spodziewałam się ataku maili zwrotnych... I wiecie co?... 
Zero. Null. Pustka.

Jeśli dziś pośrednicy TAK pracują, naprawdę nie dziwię się ogólnej niechęci do tego zawodu. Pracowałam w nim kilka lat (studia podyplomowe plus licencja) i szanowałam swoich potencjalnych klientów. Gdy zdarzyło się, że w danym momencie nie byłam w stanie udzielić informacji, o którą proszą, odpisywałam: "Proszę mi dać parę godzin, dowiem się".

A tu: totalna zlewka.

Smuteczek. :/

wtorek, 18 września 2018

Dzwoni moja czadowa mama:
- Ech, z tym twoim ojcem... Mówię ci... Robi sałatkę od tylu lat i zawsze robi dla pułku wojska! Mówię mu, żeby robił mniej, a on mi ta to, że nie potrafi... Jezu, ile sałatki zostało... Znowu się zmarnuje... Ech, z tym twoim ojcem...

Po pięciu minutach dzwoni mój czadowy tato:
- Ech, z tą twoją matką... Mówię ci... Dwie łyżeczki sałatki zostały. Dwie łyżeczki! Ja już nie mam siły... Ech, z tą twoją matką...

Kocham ich ogromnie.
Równocześnie cieszę się bardzo, że dzieli nas trzysta kilometrów...

(Proszę nie pytać o powód mojej radości, doprawdy.)

niedziela, 16 września 2018

Zaplanowałam wstępnie kolory ścian na poddaszu i półpiętrze:

  • moja sypialnia - czas Prowansji;
  • pokój gościnny - szczypta cynamonu;
  • biblioteczka - bambusowy gaj;
  • pokój nadprogramowy dla kotów i dla mojej rekreacji - apetyczne tapas.

Na dole zaś:

  • salon, kuchnia i przedpokój - promienny świt (replika mojego aktualnego mieszkania);
  • gabinet - dryfujące kry.

Nie, nie jest to lokowanie produktu.
To jedynie szczery zachwyt.
(Nie jestem celebrytką-blogerką, której się płaci za post. ;)
Choć ubolewam.)

Ot, jestem zachwycona duluxem, bo świetnie kryje, dzięki czemu nie trzeba się zbytnio narobić... 
Ma też fantastyczne kolory do wyboru...
Oraz wydziela bardzo intensywny zapach, który wietrzeje dopiero po jakichś 24 godzinach, miauwa...

(Jestem w trakcie odświeżania mieszkania.
Owszem, chyba się dziś zbytnio nawąchałam...)

wtorek, 11 września 2018

Alfi miała w nocy atak rzucawki.
Bardzo poważny.
Nikogo przy niej nie było... :(

Gdy weszłam rano do mieszkania, nie zobaczyłam kotki w stałym miejscu.
Zajrzałam w róg pokoju - przewrócona donica z kwiatem...
O ja cież miauwa ^#^%$^&
Zajrzałam za kanapę, a tam...
Biedna Alficzka wciśnięta pomiędzy ścianę a tył mebla - nie mogła się wydostać... 
Jezu... :(

Uwolniłam kicię, podałam w jedzeniu większą dawkę luminalu, a następnie przesunęłam kanapę ściśle do ściany.

Alfi rzuciła się na jedzenie.
(Po ataku padaczki bardzo bolą mięśnie i drastycznie spada poziom glukozy. Następuje tzw. gastrofaza.)

W pracy pół dnia gonitwa myśli: czy dobrze zrobiłam?...
A może trzeba było tę cholerną kanapę bardziej odsunąć, zamiast przysuwać?...
Bo może to schronienie Alfi podczas ataku?... 

Pojechałam wyjątkowo od razu po pracy, sprawdzić, co się dzieje.
Alfi zwymiotowała całą karmę, na którą rzuciła się rano, ale lek przyswoiła.
Wylegiwała się, pomrukując, na swojej miejscówce.

Kanapę odsunęłam tak, aby kotka w razie czego mogła zza niej się wydostać.

Opiekunom nie wspomnę ani słówkiem.
Na razie.
Niczego to nie zmieni, a schrzanię im urlop.
Powiem im po powrocie.
I zasugeruję, żeby nie wyjeżdżali na tak długo.
Kot tęskni. To wzmaga stres.
A stres potęguje objawy choroby...

Z placu boju nadawała Wasza - zmiętolona nieco psychicznie - Tunia...

piątek, 07 września 2018

Będę zajmować się dwiema kotkami, których opiekunowie wyjeżdżają na tydzień. 
Muszę być u kotów dwa razy dziennie o ściśle określonych porach, gdyż jedna z panien cierpi na padaczkę i trzeba jej regularnie podawać luminal.
Zatem przez tydzień będę wstawać o godzinę wcześniej - o piątej (a nawet nie wiedziałam, że taka godzina istnieje), żeby jeszcze przed pracą zajrzeć na Suchanino.
(Jasień - Suchanino - Śródmieście... Kto zna Trójmiasto, ten wie, że to mocno średnio po drodze...)
Ale cieszę się, że mogę pomóc. :)

Tych ludzi dopiero co poznałam. Po jednym spotkaniu ze mną powierzyli mi swoje kocie skarby i klucze do mieszkania.
Po prostu poleciła mnie Asia - to jej znajomi. 

Wielka odpowiedzialność zaciążyła na moich barkach. 
Nigdy wcześniej nie zajmowałam się kotem z rzucawką, na psychotropach...
Trzymajcie kciuki, bo lekko się stresuję.

środa, 05 września 2018

Koleżanka w pracy przy porannej kawusi robi prasówkę...
- Kurde, dziewczyny, kolejna utonęła. Osiemnastolatka.

Nasza Zofija wyraziła zainteresowanie:
- Ale jak? Co robiła? Pływała?

Nie byłabym sobą:
- Nie, Zosiu. Leciała szybowcem.

...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 56