RSS
piątek, 22 września 2017

Siedzę sobie dziś na urlopiku. Wzięłam na żądanie, albowiem prezes Kuzco mi zaniemógł srodze. 
Spieszę uspokoić, iż delikwent żyje i żyć będzie. Jeno dupsko se na tarasie przeziębił. A na przeziębienie dupska raczej jeszcze nikt nie zszedł.
Chrypi jak nienaoliwiony parowóz, a ja zapodaję zastrzyki. Zatem koci dupsztal nie tylko przeziębiony, ale i obolały dodatkowo. Życie.

Swoją drogą opiekunowie zwierząt są mocno dyskryminowani. Mi też powinno przysługiwać prawo do wolnego na opiekę nad dzieckiem. Tak jak na przykład naszej słodkiej Zofii, która przy byle glucie na kichawie swojej latorośli zalicza w robocie absencję.

(Owego gluta zresztą barwnie nam opisuje dnia następnego... Przy śniadaniu. Ale to temat szerszy, poboczny i - spoko - nie zamierzam go rozwijać.)

Cóż... Nikt nie obiecywał sprawiedliwości na tym łez padole.
Z drugiej jednak strony, z uwagi na ciężką harówę w budżecie za marne grosze przydałyby się jakieś przywileje, ne spa?

Btw wczoraj o moich zawrotnych zarobkach rozmawiałam z koleżanką. Gdy usłyszała, jaką ciężką kasę wyciągam od skarbu państwa, słowo daję, przez telefon usłyszałam huk jej opadającej na podłogę szczęki. Serio, przestraszyłam się, że będę musiała jej zwrócić kasę za wizytę u ortodonty. 

Zatem siedzę sobie na tym urlopiku i nie mam z tego tytułu najmniejszych wyrzutów sumienia.
No.

piątek, 15 września 2017

Zamówiłam z zooplusie karmę. Tylko oni mają w swojej ofercie hipoalergiczną karmę bez zbóż, którą tolerują delikatne żołądeczki i jelitka kociastych.

Zooplus jest w porządku, ale okrutnie wmauwia mnie firma kurierska, z którą współpracują. Temat rzeka, no naprawdę.
Firma ta, zanim zatrudni pracownika, najprawdopodobniej przedkłada mu do wypełnienia ankietę:

  • Czy posiada pan IQ poniżej 90?
  • Czy ma pan problemy z obsługą nawigacji samochodowej?
  • Czy ma pan kłopot z ogarnięciem topografii miasta?
  • Czy sprawia panu trudność telefoniczne skontaktowanie się z adresatem przesyłki?
  • Czy lubi pan wkurwiać klientów?

Jeśli na wszystkie pytania udzielił pan odpowiedzi twierdzącej, GRATULUJEMY – spełnia pan nasze standardy i został pan przyjęty.

Zamówienie złożyłam we wtorek. Zooplus poinformował mnie uprzejmie, że zostanie ono zrealizowane w środę lub czwartek. No i git.
Środa brzmiała zbyt pięknie jak na możliwości wyżej wymienionej firmy kurierskiej, zatem nastawiłam się na czwartek...

Tymczasem dziś jest, miauwa, piątek i jakoś nie zanosi się, żeby ta cholerna przesyłka została mi dostarczona w tym tygodniu.

Po kilku telefonach powietrze ze mnie uszło i klapłam na twarz.

Bo ja, proszę Państwa, najwyraźniej nie zdaję sobie sprawy, jak kręta, wyboista, pełna zasadzek i niebezpieczeństw jest droga, jaką musi do mnie przebyć nasz dzielny kurier.
Otóż wywnioskowałam, że nasz bohater po drodze musi:

  • przepłynąć dwa oceany, 
  • przedrzeć się przez pustynię (bez wody i na czworakach), 
  • pokonać kilka hektarów dżungli pełnej dzikiego zwierza i krwiożerczych rosiczek-mutantów, 
  • odbyć morderczą walkę z trzema ziejącymi ogniem smokami, aby ocalić strzeżoną przez nie dziewicę (dziewica to w dzisiejszych czasach towar mocno deficytowy, więc trzeba chłopinę zrozumieć), 
  • na końcu swojej heroicznej wyprawy przebrnąć przez zdradzieckie mokradła (co - z dziewicą pod pachą - jest mega utrudnione).

Nie. Wcale nie jestem wkurwiona.
Nic a nic.

Ommm...

środa, 13 września 2017

Zaczynają się same układać, gdy tylko my zaczniemy przysypiać.

Najpierw zjawia się wielki czarny puzzel. Kokosi się tuż przy mojej twarzy z brzegu łóżka. Gdy się już ukokosi, wydaje z siebie zadowolone: grauuu! Klik.
To sygnał dla kolejnego puzzla, malutkiego czarnego pingwinowatego mini, który przybiega natychmiast, żeby wpasować się dokładnie pomiędzy mnie a puzzla maxi. Klik.
Na rudego puzzla długo nie trzeba czekać - przybiega rączym kłusem i idealnie wkleja się pomiędzy nasze głowy. Klik.
Za nim nadbiega szylkretowy puzzel, z dramatycznym: łoj! łoooj!, który - zanim wpasuje się w tyłek pierwszego puzzla maxi - musi pracowicie wyugniatać sobie miejscówkę. Klik.
Następny leci puzzel trikolor - rauuul! - i wkręca się między nas w nogach. Klik.
Przychodzi kolej na ostatniego białego puzzla, który nadbiega z charakterystycznym tupotem, a następnie chwilę mości sobie miejsce pod pachą Pawła, od ściany. Klik.

Układanka ukończona. Nastaje błoga prawie-cisza, bowiem nieco zakłócona usypiającym puzzlowym mruczeniem, ze wszech stron dochodzącym.
Idylla.
Puzzlowe niebo.
Raj dla umęczonego ciała i duszy.
Zasypiamy. 

Czasem zdarza się, że ostatni biały puzzel jednak uzna, iż przed snem jeszcze musi pokontemplować widoki za oknem. 
Wskakuje zatem na parapet i nostalgicznie patrzy w ciemność... 
Patrzy i mruczy...
A reszta puzzli, czekając na brakujący element układanki, odpływa spokojnie w niebyt.

Jednak, miauwa, czasem zdarza się i tak, że upierdliwy biały puzzel dojrzy za tym oknem coś mega dla białego puzzla fascynującego (ptak, mucha, pająk, cholera go, miauwa, wie!) i nagle błogą ciszę nocy, zakłócaną jeno wspomnianym wcześniej usypiającym mruczeniem, gwałtownie przerywa prosto z parapetu pełne ekscytacji, mega głośne: ŁAAAAAAAŁ!!!

I cała misternie sklecona układanka - tuż przed gładkim wejściem w fazę REM - w tym momencie skacze z dzikim wrzaskiem przerażenia pod sam sufit.

Fenkju, miauwa, gut najt.

poniedziałek, 11 września 2017

Boję się.
Boję się zdarzeń nieprzewidywalnych - huraganu, powodzi, pożaru...
Boję się też wojny.
Panicznie.

- Paweł, co my zrobimy? W razie, gdy wiesz... Trzeba będzie uciekać. Miałkuny spacyfikuję w samochodzie, Floriana też jakoś, a Ósemka?... Będziemy musieli ją łapać... Miauwa no...
- A gdzie chcesz uciekać? To bez sensu.
- No w razie wojny...
- Jak wybuchnie wojna, zabarykadujemy się tutaj... Pewnie nie będzie prądu, więc zamurujemy drzwi do obu sypialni, bo jeden pokój będzie łatwiej ogrzać. Nie będzie też jedzenia... Koty?...
- Zamilcz, bestio. Nie dam ci ruszyć kotów.
- Coś będziemy musieli jeść...
- Zjemy Piotra. Koty przy okazji też coś uszczkną.
- Ok. Załóżmy, że Piotrek poświęci się dla dobra ogółu. Co dalej?...
- Zapomnij o kotach!
- Spoko, dam Ci possać mój pasek od spodni. Zawsze to jakieś kalorie...
- Ale on jest z plastiku. Co mi da ssanie plastiku?
- Wiele kobiet tak sobie radzi ze swoimi frustracjami. To jak? Lepiej ci już?

No nie wiem...
I tak się boję. 

czwartek, 07 września 2017

„Praktykantka wykazała się dużą wiedzą i zaangażowaniem podczas odbywania praktyk w przychodni weterynaryjnej.
Sumiennie wykonywała wszystkie powierzone jej obowiązki i zadania.
Była bardzo pomocna w wielu dziedzinach i bardzo szybko zdobywała, a następnie wykorzystywała w praktyce wiedzę.”
Ocena z praktyki: celujący.

- Dziękuję za wszystko. Będzie mi was cholernie brakowało...
- Nam też, kurde... Zatem kończ szybko tę szkołę, zaliczaj egzaminy i zapraszamy za rok, kochaniutka.

Niniejszym otrzymałam propozycję pracy - we wspaniałym miejscu, z cudownymi ludźmi, w otoczeniu zwierzaków... 
Jestem szczęśliwa. :)

Tak, proszę Państwa. Na spełnianie marzeń i wytyczanie sobie nowych ścieżek, zgodnych z własną pasją, nigdy nie jest za późno.

środa, 06 września 2017

Alfred nie żyje... 

:(

 

poniedziałek, 04 września 2017

Dr O. kocha bulteriery. Ma dwa przygarnięte - psa staruszka, który trafił do schroniska, i sunię z chorowitym serduchem.
I dziś...

- Wiesz, doszliśmy z mężem do wniosku, że chcemy zaadoptować trzeciego psa.
- O! Super! Jaki będzie?
- Problem polega na tym, że ja chcę trzeciego bula, a on uparł się na boksera.
- Kurde... Musicie wypracować jakiś kompromis...
- Kompromis wypracowany. Będzie bul.

:)

środa, 30 sierpnia 2017

Pierwsza eutanazja, przy której musiałam pomóc...

Zwierzak miał nie więcej niż 12 tygodni. :(
Dzieciak...
Miał rozległy, głęboki ropień w krtani - skutek pogryzienia przez innego osobnika.
Ropień bardzo bolesny, nie rokujący i nieoperacyjny (tuż przy tętnicach szyjnych).

Wymiziałam go i wyprzytulałam mocno.
Żeby - mimo cierpienia - odszedł szczęśliwy.
Ciężko mi było ze świadomością, że zaraz się pożegnamy... 

Jak zwykle zawinił człowiek.

Jesteśmy najgorszym, najbardziej śmiercionośnym gatunkiem na tej planecie...

wtorek, 29 sierpnia 2017

Gdyby głupota potrafiła latać, niektórzy z moich współpracowników fruwaliby jako te gołębice.

Litościwie daruję sobie szczegóły, bo jednak fajdanie we własne gniazdo jest nieco nieeleganckie.

Rozważę jeno podyskutowanie z osobą decyzyjną o środkach finansowych na niezbędną inwestycję budowlaną w tej firmie – solidną wolierę.
Serio serio.
Bo jak nam się towarzystwo rozleci poza zakład do sąsiednich dzielnic, to będzie trochę smutno i trochę straszno...

sobota, 26 sierpnia 2017

Jestem sama.
Emenemsy w Berlinie.

Plusy:

  • w końcu ja dzierżę pilota od tivi,
  • mogę leżeć rozmazana na kanapie, oglądając łzawe dramaty (nie wiem, co się ze mną dzieje ostatnio, ale wyję nawet na reklamie proszku do prania),
  • nikt mi nie wyżera kolacji.

Minusy:

  • zawsze wtedy psuje się jakieś AGD (tym razem płyta indukcyjna),
  • trzeba dzwonić o fachowca,
  • fachowiec chce kupę forsy, a - że jestem świetnym negocjatorem - płacę co do grosza,
  • śpię z pluszowym zającem.

Megaplus:

  • Jana (z winkiem od pachą) już w drodze. :) 
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 49