RSS
poniedziałek, 16 lipca 2018

Do tej pory nie przypuszczałam nawet, że w moim domu może znajdować się jakikolwiek sprzęt zagrażający bezpieczeństwu sierściuchów.
Do tej pory... Nie doceniłam bowiem możliwości Flora.
Dla tego kota zagrożeniem może być nawet prosta ściana, proszę Państwa. Tak.

Ostatnio Florian postanowił zaistnieć na kaloryferze. Jest to jedyny kaloryfer w mieszkaniu, który nie został umiejscowiony bezpośrednio pod parapetem, więc - zdaniem Floriana - aż się prosił, żeby na nim zaistnieć. I to dość spektakularnie...

Dwukrotnie odwracałam się, żeby go stamtąd pogonić, wiedziona jakimś niesprecyzowanym przeczuciem, nie do końca dobrym.

(Aby do Flora przekaz dotarł, muszę z nim nawiązywać kontakt wzrokowy. Słuch mu niepotrzebny - wystarczy, że obdarzę go bardzo złym wzrokiem i on - cwaniak jeden - już wie. Ale ma mnie wiecie w którym miejscu ciała...)

Za trzecim razem rzuciłam: A siedź se! Doigrasz się...

Wtem!...

Koci wrzask zza pleców kota obdzieranego żywcem ze skóry prawie zatrzymał mi serce i zrzucił z krzesła. Odwróciłam się błyskawicznie. A tam... Flor miota się na kaloryferze z zaklinowaną w metalowej kratce łapą.

Dopadam idiotę, łapię oburącz pod pachami i, starając się zachować zimną krew, próbuję go wyswobodzić. Koci krzyk przybiera na sile, reszta stada w przerażeniu czyni rozpierzch na wszystkie strony, a połowa dzielnicy wykręca numer do OTOZ-u. (Bowiem Flor płuca ma mocne.)
Kocisko masakruje mnie na oślep - wszystkimi trzema paszczami i dziesięcioma uzbrojonymi łapami. Krew sika na wszystkie strony (moja). Poziom adrenaliny mam taki, że nie czuję bólu. Chwytam go jedną ręką za brodę i, nawiązując z nim po raz kolejny kontakt wzrokowy, cedzę przez zęby: Zaraz złamiesz sobie łapę, kretynie. Damy radę. Tylko się uspokój, kocie. Ogarnij się. Bądź mężczyzną! Ja wiem, że nie posiadając jajek, masz teraz wymówkę, ale błagam, postaraj się. Bądź mężczyzną!

I wiecie co? On zrozumiał. 
Rozluźnił się nieco, dzięki czemu wyciągnęłam nieszczęsną łapę z kratki.

Czmychnął do kuchni. Ja za nim.
Za kocią łapą ciągnęła się krwawa smuga, kot właściwy też cały w krwawych plamach...
(Takie plamy na białym futrze prezentują się wyjątkowo makabrycznie.)
Dopadłam gnojka...

...

Łapa cała. Żadnych złamań. Poza zmiażdżonym pazurem, co - przyznaję - musiało boleć.
Flor doprowadził futro do porządku w jakieś pół godziny i znowu jest śnieżnobiały. Leży se wyluzowany i bezczelnie mruczy, bardzo zadowolony z siebie, miauwa.
A ja se siedzę, krwawi mi moje wszystko i chyba mam zawał.

(Można mieć zawał na siedząco? Bo tego akurat mnie nie uczyli. Albo akurat opuściłam zajęcia...)

środa, 11 lipca 2018

Taką własną, prywatną.
Od kilku lat w sumie, ale ostatnio uaktywniła się ponad miarę.

I dopiero teraz - dzięki namowom Asi - postanowiłam coś z tym zrobić.
Bo dopiero od niedawna wiem, że jest to przestępstwo, za które Kodeks Karny przewiduje karę bezwzględnego więzienia do lat 3.

Nie życzę tej osobie więzienia. 
W sumie nie życzę jej źle.
Osoba ta ma po prostu jakąś chorą obsesję na moim punkcie i chcę się jedynie od osoby tej uwolnić.
Jestem zmęczona.

Mam nadzieję, że widmo grożącej jej kary realnej odsiadki zrobi swoje.
I w końcu odpocznę.

(Rozwinę ten problem przy innej okazji. Aktualnie jestem zbyt znużona tematem.)

sobota, 07 lipca 2018

... czy zdałam praktyczny R.11...

Niby był prosty, a jednak podchwytliwy.
Każdy z nas ma inne odpowiedzi.

Cała głupia jestem.

Wkurzę się, gdy okaże się, że nie zaliczyłam. :/

piątek, 29 czerwca 2018

Dzwoni budzik...
Wyłączam.
Dzwoni znowu...
Wyłączam.
Dzwoni ponownie...
Wyłączam.

Wtem...
Czuję lekki ucisk na klatce piersiowej.

Myślę sobie: Znowu Rudolfin przyszedł się przytulić i oparł głowę tuż pod moją brodą, z nadzieją, że otworzę zaspane oko, zobaczę błagalno-maniakalny wzrok Rudolfowy i postanowię nie iść dziś do roboty.

Otwieram zatem zaspane oko... i natychmiast otwieram drugie, dla pewności, że mi się nie śni.

Otóż leży na mnie całym swoim jestestwem Ósemka, w pozycji na kokochę, wpatruje mi się prosto w oczy, a jej wzrok wyraża ni mniej, ni więcej:
Przespałaś już drugą drzemkę. Ale ja jestem cierpliwa. Może po trzeciej raczysz mnie w końcu wysmyrać, kobieto!

Jakieś pytania, tudzież wnioski?...

(Z wrażenia poświęciłam kolejne trzy drzemki - na smyranie - i w efekcie spóźniłam się do roboty. 
Ale każdy ma jakieś priorytety na tym łez padole, ne spa?... ;) )

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Otóż zakuwam, proszę Państwa.
Zakuwam, aż ciśnienie i wióry lecą. 
Jutro teoretyczny egzamin R.11.
Oczywiście kciuki bardzo wskazane... ;)

sobota, 02 czerwca 2018

Rudolf od jakiegoś czasu dostaje suplement wspomagający pracę nerek.
Lek nazywa się nefrokrill i należy go regularnie podawać.

Dziś rano zużyłam ostatnią kapsułkę, zatem popędziłam do mojej lecznicy i od progu oznajmiłam dramatycznie zdumionemu towarzystwu: Skończył mi się NEKROFIL!

Kurtyna!

...

(Od ogólnego rechotu mało szyb nie wywaliło. Podobno do tej pory kwiczą.)

sobota, 26 maja 2018

- Mamo, masz jakieś zaskórniaki?
- No coś tam z ojcem mamy... A czemu pytasz?
- A nie pożyczylibyście mi na kupno działki? Mogłabym już zacząć te wszystkie pierdoły... Adaptację projektu, podprowadzenie przyłączy, pozwolenie na budowę... Oddam, jak sprzedam mieszkanie.
- Poczekaj, zapytam ojca... (...) Ok, kiwa łbem.

No dobra. Jedyny problem, jaki mi pozostaje, to koty...
(Nikt nie wynajmnie mieszkania ludziom z szóstką kotów. Never.)

Opcja nr 1 (najlepsza):
Sprzedaję mieszkanie ludziom zainteresowanym zakupem go pod inwestycję. Zatem umawiam się na najem na kilka miesięcy i za niego płacę, rzecz jasna.
(Minusy: zero).

Opcja nr 2:
Koleżanka zaproponowała mi wynajęcie swojego niedużego mieszkanka, przeznaczonego docelowo na sprzedaż. Szkopuł w tym, że gdy ja już będę w alercie, do tej pory może się już znaleźć kupiec.
(Minusy: stresik Ósemki i oczekiwanie na kolejny – do przeżycia raczej.)

Opcja nr 3:
Rozlokowanie czasowo kotów po dobrych kociolubnych znajomych.
(Minusy: trauma kotów super hiper total – szczególnie dla mco.)

Opcja nr 4:
Zamieszkanie w stanie surowym z oknami i drzwiami. Wiem, że szaleństwo, ale już to przechodziłam.
(Minusy: któryś z niefrasobliwych robotników niechcący wypuści koty pod nieobecność służby.)

Skończyły mi się pomysły... :(

sobota, 19 maja 2018

Mijają trzy lata odkąd Ósemka jest u mnie. Mała czarna dzikusia w białych skarpeciorach. :)
Przez cały ten czas nie wydała z siebie żadnego kociego odgłosu poza cichym gruchaniem pod nosem.
I kiedy już utwierdziłam się w przekonaniu, że Osiem po prostu najzwyczajniej na świecie miauczeć nie umie, dziś po raz pierwszy usłyszałam jej głos.

Pojęcia nie mam, czy do tej pory jej się po prostu nie chciało, czy też przez cały ten czas pobierała nauki u Kuzco...
Fakty są takie, że dziś rano przywitała mnie kilkusekundowym trelem na wysokie c, godnym rasowego miaukuna. :D

Nie wiem, co powiedzieć.

czwartek, 17 maja 2018

Znaczy tak mi się śniło.

Obrobiłyśmy kwiaciarnię we trzy: Asia, Patka i ja.
P-i-ę-k-n-i-e.
Oficer policji, starszy inspektor OTOZ-u i urzędnik prokuratury.
Pysznie!
Jestem z nas dumna!

Skąd mi się wziął taki sen?...
Nie wiem.

Czy byłybyśmy to w stanie zrobić?...
Nigdy w życiu!

(W razie potrzeby - spoko.)

wtorek, 08 maja 2018

Zamieściłam wczoraj notkę przepełnioną jadem. Jana uznała, że powinnam zwinąć dywan, bo jad ścieka z monitora i wypala dziury w podłodze.
Uznałam, że kochanego jadu nigdy nie za wiele i szkoda, żeby się marnował. Zatem postanowiłam dorzucić dziś jeszcze trzy grosze...
I – zamiast edytować – usunęłam.

Trudno. Widać tak miało być.
Notki nie ma, ale mi i tak ulżyło, gdy tak sobie spuściłam z wentyla.

Co do lustra, Piotr stwierdził, że niepotrzebnie się tyle w nie wpatrywałam.
Nic nie dało, a lustra szkoda.
Uroczy, prawda?

Coraz bardziej stresuję się piątkowymi badaniami Rudolfa... :/

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 54